Część II - Rozdział III >> sobota, 2 lutego 2008 22:14:30
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Jest mi strasznie głupio. Zostawiłam bloga, moje kochane dziecko, na prawie cztery miesiące. Nie miałam weny, ani czasu. Dopiero teraz, za namową wielu ludzi, napisałam notkę.
Pewnie wielu z was juz mnie skreśliło, ale ja nie zamierzam odejść. Doprowadzę tę historię do końca i już! :). Obiecałam to sobie i innym.
Tak więc, zapraszam do czytania. Mam nadzieję, ze się wam spodoba.

Notkę dedykuję Natalii, która suszyła mi o nią głowę przez jakieś trzy miesiące. Dziękuję, bez Ciebie ten blog by zginął :*:*.

Złote promienie wrześniowego, zachodzącego słońca oświetlały korytarze Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Wpadały przez wielkie okna strugami, które zdawały się tańczyć na marmurowej posadzce. Gdzieniegdzie, stykając się z wgięciem bądź szparą w podłodze załamywały się, tworząc różnorodne wzory na ścianach. Widok ten był piękny i doskonale podkreślał magię Hogwartu. Szkoła była pusta. Wszyscy uczniowie jedli jeszcze kolację w Wielkiej Sali, śmiejąc się i rozmawiając. Tylko jedna osoba szła korytarzem. Wysoki, płomiennorudy chłopak, uczeń ostatniej, siódmej klasy wcześniej opuścił salę i zmierzał teraz do znienawidzonego przez większość młodych czarodziejów miejsca w szkole – lochów.
Na twarzy rudzielca malowała się złość. Kończył się dopiero drugi dzień nowego roku szkolnego, a on już zdążył zarobić szlaban. I to nie u byle kogo. Severus Snape, mistrz eliksirów, nakazał mu przez cały tydzień dokładnie o ósmej pojawiać się w swoim gabinecie za, jak to ujął, „Nieelementarne zachowanie w stosunku do kolegi, absolutnie naganne i hańbiące dla ucznia kończącego w tym roku naukę w Hogwarcie”.
- Kolegi… - prychnął chłopak, kopiąc przy tym ze złością niedomknięte drzwi jednej z klas. – Jeszcze tego by brakowało, żebym zaczął nazywać tę pluskwę Malfoya kolegą.
Zszedł po kamiennych schodach i skręcił w drogę prowadzącą do lochów. Tutaj widok nie był już tak sielski jak na innych korytarzach jego ukochanej szkoły. Ciemność panującą w tym miejscu oświetlały jedynie umieszczone gdzieniegdzie pochodnie. W dodatku panowało tu wzbudzające dreszcze i przygnębiające zimno, bez względu na porę roku. Rudzielec mimowolnie się skrzywił. Nie dość, że musiał przychodzić tu dwa razy w tygodniu na dwugodzinną lekcję eliksirów, to dodatkowo teraz zarobił ten przeklęty szlaban. Wiedział, że zaklęcie, które rzucił, w pełni należało się Malfoyowi. Miał niewyparzony język i obrażał wszystkich wokół, żądając dla siebie powszechnego uwielbienia.
Chłopak przystanął, nasłuchując. Z gabinetu profesora eliksirów dochodziły jakieś głosy.
- Wiem Draco, jak trudne jest zadanie, które powierzył tobie, a zarazem mnie Czarny Pan. – mówił Snape.
- Tak, profesorze, i właśnie dlatego do pana przychodzę. – odezwał się głos, który rudzielec tak dobrze znał.
- Malfoy… - szepnął, ale natychmiast umilkł, wsłuchując się w dalszą rozmowę.
- Nie wiem co robić, proszę pana. – ciągnął Draco. – Moje plany nie powodzą się. Jak do tej pory żadne, nawet najmniejsze działanie nie przyniosło rezultatu.
- Musisz być cierpliwy. – Snape z pewnością starał się, ale jego głos był spokojny, ale słychać w nim było nutkę zdenerwowania. – Pracuję nad kolejnym, dużo doskonalszym planem, który mógłby wyeliminować starca i dać Czarnemu Panu wolną drogę do Pottera. Nie zapominaj, że jestem członkiem Zakonu Feniksa.
Ronald Weasley wstrzymał oddech. Oni mówili o Harrym i Dumbledorze!
- Profesorze, a jeśli to również się nie uda? – zapytał Malfoy z paniką w głosie. – On nas zabije! Przecież mówił o tym podczas naszego ostatniego spotkania!
- Uspokój się! – warknął Snape. – Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które nad nami wisi? Trzeba zachować zimną krew, tego wymaga od nas zadanie! – z gabinetu dochodziły dziwne odgłosy, tak, jakby profesor ze złości i strachu potrząsał Malfoyem.
- D-dobrze. – wychrypiał Draco. – Postaram się
Wyglądało na to, że rozmowa się zakończyła. Ron spojrzał na zegarek. Było już pięć po ósmej. Wziął więc głęboki oddech i zapukał do drzwi.
- Proszę. – odezwał się Snape.
Ron wszedł do lochu.
- Przepraszam za spóźnienie, panie profesorze, ale… - urwał, ponieważ ujrzał Malfoya siedzącego przy biurku. Natychmiast udał zdziwionego tym faktem.
- Na co się patrzysz, Weasley? – zapytał Snape z grymasem na twarzy. – Właśnie rozmawiałem z panem Malfoyem na temat nowych obowiązków jakie czekają go w tym roku, w związku z przyznanym mu tytułem Prefekta Naczelnego.
Kłamstwo, które wymyślił, było bardzo wiarygodne. Ron pomyślał, że na pewno by się na nie nabrał, gdyby nie fakt, że cały czas był za drzwiami.
- Możesz już iść, Draco. Dokończymy naszą rozmowę jutro. – powiedział Snape, obdarzając Malfoya czymś, co w jego mniemaniu miało zapewne przypominać uśmiech.
Draco natychmiast przybrał wyćwiczony, tak dobrze znany Ronowi, ironiczny wyraz twarzy i nawet nie zaszczycając go spojrzeniem, wyszedł z gabinetu.
A co do ciebie, Weasley… - zaczął profesor zimnym głosem. – Za to spóźnienie, chyba spędzisz w moim gabinecie trochę więcej czasu…

****


Ron jak opętany wybiegł z gabinetu Snape’a. Była już jedenasta. Spędził w lochach trzy godziny. Przez cały ten czas siedział i czyścił skorupki ślimaków jak na szpilkach. Nie mógł się doczekać, kiedy opowie wszystko, czego się dowiedział, Harry’emu i Hermionie. Malfoy i Snape w zmowie… Już od dawna to podejrzewał, ale teraz, kiedy był już pewny, zupełnie nie wiedział, co robić.
- Lizus – podał hasło Grubej Damie i gdy tylko portret się odsunął, wbiegł do pokoju wspólnego.
- Nie uwie… - zaczął ale urwał i otworzył szeroko oczy i usta ze zdumienia.
W pokoju wspólnym było prawie pusto. Ogień w kominku już dogasał, na stoliku stała tylko jedna świeca. Jej płomień oświetlał twarz młodej dziewczyny siedzącej w fotelu obok. To właśnie ta osoba sprawiła, że Ron oniemiał.
Hermiona czytała właśnie bardzo ciekawą książkę o transmutacji złożonej. Uwielbiała lektury tego typu, tak więc, niezwykle zaabsorbowana swoim zajęciem, nie zauważyła wchodzącego Rona.
Rudzielec za to cały czas stał przy wejściu, nie odrywając wzroku od dziewczyny. Wyglądała jak anioł. Jej długie, kasztanowe włosy spadały na ramiona, układając się w piękne loki. Na policzkach Hermiony zakwitł lekki rumieniec, brązowe oczy błyszczały delikatnie w świetle świecy. Ron nie mógł sobie darować, że wcześniej nie zauważył jej nieprzeciętnego uroku. Wiedział, że jest bardzo ładna, od dawna mu się podobała, ale dopiero teraz uświadomił sobie, ze czuje do niej coś więcej, niż przyjaźń. Gdyby tylko ona czuła to samo…
Dziewczyna odłożyła książkę i przeciągając się, ziewnęła. Już miała gasić świecę, kiedy dostrzegła wpatrzonego w nią chłopaka.
- O, Ron. Już wróciłeś? – zapytała, uśmiechając się do niego.
Rudzielec otrząsnął się z zamyślenia. Natychmiast przypomniał sobie, co chciał jej powiedzieć. Jej i Harry’emu. No właśnie, Harry’emu. Kłócili się, ale teraz nie było to ważne. Nie po tym, czego się dowiedział.
- Gdzie jest Harry? – zapytał szybko.
- Jak to gdzie? – Hermiona zapalała wszystkie świece w pokoju wspólnym swoją różdżką. – Poszedł spać, blizna znowu go bolała. – spojrzała na przyjaciela ze smutkiem.
- Trzeba go obudzić. Natychmiast. – Ron był zdecydowany, jak nigdy. – Od razu po niego pójdę. Zaczekaj tutaj.
Hermiona była bardzo zdziwiona. Wiedziała, że rudzielec jest śmiertelnie obrażony na Pottera. Musiało stać się coś bardzo ważnego, skoro tak nagle zapomniał o wszystkich urazach.
- Ron, przecież… - zaczęła, ale chłopak uciszył ją machnięciem ręki.
- To bardzo ważne, Hermiono.
Weasley szybko wybiegł z pokoju, zostawiając zaskoczoną przyjaciółkę.
Pobiegł szybko po spiralnych schodach na górę, do dormitorium chłopców. Wpadł tam jak burza, nie dbając o to, że obudzi wszystkich jego mieszkańców. Podszedł do łóżka Harry’ego i rozsunął zasłony. Już miał potrząsać chłopakiem, kiedy nagle zobaczył coś dziwnego.
Twarz Pottera pokrywały kropelki potu. Chłopak drżał, jak gdyby miał wysoką gorączkę. Ron domyślił się, że znowu miał wizję.
- Harry, obudź się. – szepnął, przysiadając na krawędzi łóżka. Delikatnie dotknął ręką jego ramienia.
Chłopak wyrwany ze snu, usiadł, nadal mimowolnie drżąc. Zobaczył przed sobą przestraszoną twarz przyjaciela.
- C-co, co się stało? – zapytał, oddychając ciężko.
Ron patrzył na niego rozszerzonymi ze strachu oczami.
- Znowu miałeś wizję? – jego głos delikatnie się trząsł.
Harry wziął z szafki swoje okulary i założył je. Potem otarł spoconą twarz rękawem od pidżamy.
- Nie… - szepnął. – To nie była wizja. To było coś… on chyba jest zadowolony. Nawet bardzo zadowolony.
Rudzielec przez chwilę siedział bez ruchu i wpatrywał się w przestrzeń niewidzącymi oczami. Aż nagle… wszystko zrozumiał.
- Harry – powiedział dość głośno zrywając się z łóżka i chwytając go za rękaw. – Chodź ze mną na dół. Hermiona tam na nas czeka.
- Ron, jest środek nocy. – Harry próbował położyć się z powrotem, ale nie udawało mu się to. Przyjaciel cały czas go trzymał.
- To naprawdę bardzo ważne.
Chłopak zrozumiał, że Weasley nie żartuje. Z lekkim trudem wygramolił się z łóżka. Kiedy stanął na posadzce, zaszczękał zębami z zimna. Narzucił więc na siebie pierwszy lepszy sweter, włożył stojące obok łóżka kapcie i cichutko, tak, żeby nie obudzić śpiących kolegów, zszedł z Ronem na dół.

Hermiona czekała na nich w pokoju wspólnym. Była lekko podenerwowana. Trochę czasu minęło od kiedy rudzielec pobiegł do swojego dormitorium, żeby obudzić Harry’ego. Ogień w kominku już całkiem wygasł, jedyne oświetlenie dawały teraz zapalone przez nią świece. „Jeżeli okaże się, że ta ważna sprawa jest zwykłą błahostką… zamorduję go” – zaklinała się w myślach dziewczyna. Zerknęła na duży zegar wiszący na ścianie. Dochodziła dwunasta.
- Już jesteśmy. – usłyszała zasapany głos tuż koło swojego ucha. Ron usiadł na fotelu obok niej. Harry przysiadł z drugiej strony. – Sorry, ale mieliśmy małe kłopoty.
- Jak zwykle. Nie potraficie się dogadać. – prychnęła Hermiona. – Może w końcu nam powiesz, co się stało?
- I dlaczego zrywasz mnie z łóżka o tej porze. – dodał Harry.
Ron wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać im całą rozmowę, którą dzisiaj usłyszał. Kiedy doszedł do nowego planu Snape’a, Hermiona pisnęła. Harry spojrzał na nią groźnym wzrokiem.
- I co było dalej? – zapytał Rona.
- Potem wszedłem do gabinetu, a Snape wymyślił pokrętne kłamstewko, że niby gadał z Malfoyem o tym, jak być dobrym prefektem – rudzielec skrzywił się z niesmakiem. – Dobrze, ale wracając do tego, o czym mówili wcześniej, to pomyślałem, że może to mieć związek z twoim dzisiejszym snem.
- Ale jak… - zaczął Harry z dość sceptyczną miną.
- Mówiłeś, że Sam-Wiesz-Kto był bardzo zadowolony. Może to przez ten „doskonały” plan Snape’a?
Twarz Pottera rozjaśniła się. Teraz już dokładnie zrozumiał, o co chodzi Ronowi.
- Harry, myślę, ze powinieneś powiedzieć o tym Dumbledorowi. – odezwała się nagle Hermiona. – Może pójdziesz do niego jutro po śniadaniu?
Chłopak jednak nie zamierzał czekać. Z nadzwyczajną szybkością zerwał się z fotela.
- Muszę iść już teraz. – powiedział. – Nie mogę dopuścić, żeby Snape’owi się powiodło!
To mówiąc, nie zważając na to, która jest godzina, wybiegł z pokoju wspólnego.

****


W dużym, owalnym pomieszczeniu panował półmrok. Dogasające drewno w kominku wydawało z siebie cichy syk, tak, jakby ktoś polewał je wodą. Normalnie byłoby to niemożliwe, jednak to pomieszczenie, kominek, a nawet ogień nie były normalne. Raczej niezwykłe, czarodziejskie…
W pokoju była tylko jedna osoba. Jasnowłosa dziewczyna, zwinięta jak kot, spała w dużym pluszowym fotelu. Przykryta była kocem, a za poduszkę służyła jej książka. Nagle, głośniejszy trzask drewna wyrwał blondynkę ze snu. Usiadła, przecierając zaspane oczy. Jak mogła już drugiego dnia szkoły zasnąć z książką? Wiedziała, że było to jej prawdziwą zmorą w poprzednich latach edukacji. Po prostu nie mogła oderwać się od przygód bohaterów uwielbianych przez nią, brytyjskich kryminałów. Wstała, złożyła koc, wzięła pod pachę książkę i już miała iść do swojej sypialni, kiedy nagle jedno z okien otworzyło się lekko. Kiedy chwilę później zatrzasnęło się z hukiem, na podłodze leżała mała karteczka.
- Poczta? W środku nocy? – zdziwiła się dziewczyna i schyliła się by podnieść kawałek pergaminu. Rozwinęła go.

Colette,

przepraszam, że piszę do Ciebie o tak późnej porze,
ale długo zastanawiałem się, czy powinienem to zrobić.
Cały dzień dzisiaj próbowałem złapać Cię w szkole, ale
znikałaś mi z oczu. Wydaję mi się, że mnie unikasz i nie
wiem, dlaczego. Czyżbyś zapomniała, co łączyło nas
przed wakacjami?
Proszę Cię, spotkajmy się jutro, o 18, w Sali Wejściowej.
Będę czekał.

D.


Colette przeczytała list jeszcze raz i zmięła go w dłoni. W jej oczach zalśniły łzy.

Nie martwcie się. Następną notkę na pewno dodam wcześniej. Nie opuszczę bloga na tak długo po raz drugi.




"Póki jeszcze twoje serce
nie przestało dla mnie bić,
w twoich oczach mam następny świt
i więcej nie potrzeba mi.
Nie zabierze tego nikt... Póki jesteś..."


Dodaj komentarz



36 komentarzy

by-odnalezc-siebie by-odnalezc-siebie :: wtorek, 17 czerwca 2008 17:44:17
Adres ukryty

Pojawił się II rozdział. ;*

A za przeczytanie Twojego opowiadania już się zabieram, naprawę. ;)

:: sobota, 26 lipica 2008 00:36:18
Adres ukryty

Witaj ; *

Znasz mnie z NIECH-MOWI-SERCE. Wróciłam na mylog.pl z czymś zupełnie innym.

Seerdecznie zapraszam na Prolog ;**

:: niedziela, 10 sierpnia 2008 23:12:18
Adres ukryty

Sasha Wagner wróciła.

Zapraszam na IX rodział ;*

Hancik Hancik.mylog.pl :: piątek, 29 sierpnia 2008 20:24:59
93.105.24.247

Witaj Aniu! :)
Wreszcie udało mi się dostać na Twój blog, przeczytałam ostatni rozdział i wywarł on na mnie pozytywne wrażenie. Należy Ci się wielki plus za warsztat i barwne opisy, które tak przejrzyście kreują daną sytuację i "wspomagają" wyobraźnię ;) Zauważyłam też, że bardzo dobrze odzwierciedliłaś charakterystyczny styl pani Rowling. Ten fakt można uznać zarówno za plus jak i minus, ponieważ mi osobiście zabrakło Twojej własnej inwencji twórczej, czegoś takiego "od Ciebie", co rzuciłoby nowe światło na historię Pottera i jego przyjaciół. Jeszcze taka mała uwaga techniczna - otóż istnieje zasadnicza różnica między myślnikiem (tym dłuższym), a łącznikiem (tym krótszym), a u Ciebie są one stosowane zamiennie. Nie sprawia to większych problemów, ale stosowanie poprawnej formy ułatwia czytanie, dzięki estetyce tekstu. Na koniec powiem jeszcze, że niezwykle podobała mi się scena spotkania Rona z Hermioną. Udało Cię się prostymi słowami przedstawić rzecz niematerialną, a mianowicie głębokie uczucie między nimi. Jednak nie zrobiłaś tego na wzór tandetnych romansów, czy harlequinów z wyprzedaży. U Ciebie uczucie było pokazane bardzo subtelnie, w sposób, który zachęcał do czytania dla samej przyjemności, a jednak nie pozostawił niesmaku ni rozczarowania. Tylko ten przyjemny dreszczyk i pytanie "co będzie dalej?" ;) Nie namawiam Cię do pisania, jeśli nie masz weny, ale jestem pewna, że mnóstwo ludzi oczekuje na kolejne części po tym pół roku nieobecności i ja do tych osób dołączam :)
Pozdrawiam serdecznie.
Hania

.mylog.pl :: niedziela, 9 listopada 2008 01:27:21
91.94.153.137

Chcesz poznać naszą opinię na temat swojego opowiadania? Zapraszamy.

orlablack Aurora Sinistramylog.pl :: niedziela, 9 sierpnia 2009 00:30:25
83.21.120.28

Zapraszam na www.tiaraczarodzieja.lua.pl . Cenimy tam nietuzinkowe FF-y o dość rozbudowanej fabule. Choć są i tacy, którzy nie zostawią na Twoim FFie suchej nitki, co zawsze pomaga doskonalić warsztat. ;-)
Na Tiarze Czarodzieja można także znaleźć wiele informacji dotyczących świata z książek J.K. Rowling, zapisać się do naszego Hogwartu, w którym poznaje się magię o jakiej nie miało się wcześniej pojęcia oraz poznać wielu ciekawych ludzi dyskutując z nimi w SB i na forum.

W każdym razie zapraszam serdecznie!



Menu


»Strona główna
»Od autorki
»Pokochaj
»Napisz do mnie
»Zobacz, co napisali inni

Ale to już było...

Część I:
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI
Rozdział VII
Rozdział VIII Rozdział IX Rozdział X

Część II:
Rozdział I Rozdział II Rozdział III

Ulubieni






Odwiedziło mnie...
czarodziejów


Projekt

Wykonała
»Megan tylko i wyłącznie dla »Flames of love, więc łapy precz, bo AVADĄ strzelę!!


Rozrywkowi.pl